Autor: Michał Bondyra
Bp Józef Zawitkowski to postać nietuzinkowa. Znany z błyskotliwych cytatów, niezwykłych kompozycji muzycznych, poruszających wierszy, trafiających w sedno kazań. To on wymyślił słynne Panie dobry jak chleb. Kiedy zaproponowałem biskupowi rozmowę na temat Gorzkich żali, bardzo się ucieszył. „To dla mnie bardzo ciekawy i lubiany temat” – rzucił. Nie byłby sobą, gdyby w zamian nie zaproponował nieszablonowej jej formy. I tak stałem się nieco zadziornym, nastoletnim ministrantem (Michał Bondyra), przepytującym leciwego acz energicznego kapłana (bp Józef Zawitkowski, łowicki biskup pomocniczy).
Ksiądz(bp. Józef Zawiktowski): Lubisz Gorzkie żale?
Ministrant (Michał Bondyra): Nie lubię ani gorzkich, ani słodkich żali. Wiem, że w Wielkim Poście śpiewają w kościołach jakieś Gorzkie żale. Słyszałem raz, ale to trudne i nudne…
K.: Rozumiem. Nie lubisz, bo nie znasz. A ja trochę wiem o Gorzkich żalach i bardzo je lubię. Wiesz dlaczego? Bo są piękne. Jak raz posłuchasz, albo raz przeczytasz, to pękniesz. Nie ma mocnych.
M.: Ciekawe. Pamięta Ksiądz swoje pierwsze Gorzkie żale?
K.: Pamiętam. Byłem ministrantem. Ksiądz wystawił Najświętszy Sakrament. Ludzie śpiewali: „Gorzkie żale przybywajcie”. Śpiewali coraz głośniej, na przemian kobiety z mężczyznami. Organy aż jęczały. Znalazłem w książeczce słowa:
Jezu, przez ulice sromotnie
do Kajfasza za włosy targany
Jezu! mój kochany.
A potem:
O Matko! Niechaj prawdziwie
patrząc na krzyż żałośliwie,
płaczę z Tobą rzewliwie.
I wiesz co? Zdawało mi się, że wszyscy ludzie płaczą, że świece kapią i płaczą, a gdy śpiewali: „Któryś za nas cierpiał rany”, gruchnęli wszyscy na kolana i bili się w piersi, prosząc – zmiłuj się Chryste nad nami.
M.: Tak, proszę Księdza, pięćdziesiąt lat temu to może jeszcze taki śpiew chwytał za serce, może te słowa wzruszały, ale dziś to trochę śmieszne, naiwne, takie… dla dewotek.
K.: Nie wiem, skąd się tego nauczyłeś, że to co stare to naiwne, to dla ciemnoty, dla moherowych dewotek. Ostrożnie, bo ten stary tekst jest piękny. Jest poprawny w wersyfikacji, linia melodyczna wskazuje na wielką umiejętność łączenia skal modalnych i tonalnych. Ten mieszany styl jest dla współczesnych muzycznym zaskoczeniem, a dla muzyków ogromnym wachlarzem akompaniamentu towarzyszenia instrumentalnego. Dlatego takiej muzyki mogą słuchać znawcy, tekst mogą podziwiać inteligentni i pobożni. Bezbożnych to nie interesuje.
M.: A kto był autorem tego nabożeństwa?
K.: Nadużywasz mojej cierpliwości, ale trochę ci powiem. Resztę doczytaj. Nazywał się Wawrzyniec Stanisław Bónnig…
M.: Niemiec?
K.: Nie, pochodził z Warmii, z Reszla. Po polsku pisał się Benik. Wstąpił do misjonarzy w Warszawie u Świętego Krzyża. Święcenia kapłańskie otrzymał w Krakowie. Patrzył pewnie na biednych ludzi, którzy nie umieli czytać i nie znali łaciny, a chcieli chwalić Chrystusa narodzonego i umęczonego, i zmartwychwstałego. Ks. Benik opiekował się Bractwem św. Rocha i dla nich właśnie napisał Snopek miry.
M.: Dlaczego snopek?
K.: Bo to czas baroku. Musiało być wszystkiego dużo, więc nie szczypta, ale cały snopek gorzkiej miry.
M.: I tak szybko się ten „snopek” rozszedł po Polsce?
K.: Tak, bo księża od Świętego Krzyża w Warszawie byli misjonarzami, a do tego prowadzili większość polskich seminariów. Nic więc dziwnego, że Polska we wszystkich zaborach śpiewała Gorzkie żale. Nabożeństwo to przetłumaczono też na wiele języków obcych, nawet na chiński.
M.: A gdzie spoczywa ks. Benik. Tak mało o nim się mówi.
K.: Pewnie, że za mało się mówi o ks. Beniku. Księża misjonarze o to nie dbają, ale śp. ks. Benik spoczywa w zbiorowej krypcie misjonarzy w małym kościółku, na cmentarzu w Mławie. Pojedź tam kiedyś.
M.: Pewnie pojadę, ale niech mi Ksiądz powie: Jak widziałby Ksiądz dziś takie wzorcowe, piękne, koncertowe wykonanie Gorzkich żali, bo w niektórych kościołach to śpiewają Gorzkie żale zaraz po Sumie, a wtedy połowa ludzi wychodzi.
K.: No pewnie, bo Gorzkie żale to żaden ogonek do Sumy. Wolałbym, aby w czasie Sumy na przygotowaniu darów, na Komunię św. organista śpiewał stosowną część Gorzkich żali, a na zakończenie trzy razy „Któryś za nas cierpiał rany”.
Wracając jednak do moich marzeń, jak powinny wyglądać i brzmieć Gorzkie żale to wyobrażam to sobie tak: Przecież to jest całe misterium pasyjne i to jeszcze wobec wystawionego Najświętszego Sakramentu, z kazaniem pasyjnym i procesją eucharystyczną.
1. Wystawienie Najświętszego Sakramentu z uroczystą pieśnią np. Witam Cię witam.
2. Gaśnie światło, zostaje oświetlony krzyż i Najświętszy Sakrament.
3. Orkiestra, chór i lud śpiewa Gorzkie żale
4. Kapłan czyta intencje.
5. Teraz jest śpiew naprzemienny,
np. chór z orkiestrą – jedną zwrotkę, cały lud – drugą.
6. Śpiew litanijny.
Solista ( bas lub baryton )
„Jezu, na zabicie okrutne…”
a Wszyscy – „Jezu mój Kochany!”
7. „Bądź pozdrowiony” – orkiestra, chór i lud.
8. „Rozmowa z Matką Bożą”.
Rolę Matki Bożej śpiewa solistka – sopran. Pytania do Matki Bożej – wszyscy.
9. Trzy razy:
„Któryś za nas cierpiał rany” – wszyscy.
10. Kazanie pasyjne, ale naprawdę o Męce Pańskiej .
11. Procesja eucharystyczna z pieśnią – Jezu Chryste lub Wisi na krzyżu.
M.: I Ksiądz sądzi, że taki przekaz jest ponadczasowy?
K.: Jest ponadczasowy, bo już przetrwał trzy wieki. Dlatego, że człowiek wszystkich czasów tak samo kocha i tak samo płacze. Moje Gorzkie żale skończą się wtedy, gdy już ludzie przestaną kochać.
M.: Myślę, że kiedyś zorganizuję w poznańskiej farze takie Gorzkie żale, ale pod jednym warunkiem.
K.: Jakim?
M.: Powie Ksiądz na nich kazanie.
K.: Zgoda, tylko, że ja już wtedy będę… ponadczasowy. Zostań z Bogiem.
fot. Archiwum KnC