| formacja |
| 12/2009 |
Tak jak różne witaminy wzmacniają nasz organizm, tak konieczne jest by nasze słowa o Jezusie zostały wzmocnione przez dobry przykład. Dawanie dobrego przykładu jest o wiele trudniejsze niż wypowiadanie pięknych słów. Słowa potrzebują świadectwa życia, które czasem nazywam też witaminą Ś – „Ś” jak świadectwo.
Czy ministrant jest odpowiedzialny za głoszenie Ewangelii? Myślę, że nie ma co do tego wątpliwości. Jak to jednak czynić? Co można zrobić, by mój kolega z podwórka albo koleżanka ze szkoły, lepiej poznali i bardziej pokochali Jezusa? Czy wystarczy im mówić, że Pan Bóg jest dobry i bardzo nas kocha?
Oczywiście można i trzeba to powiedzieć, ale to jeszcze nie wystarczy, żeby ktoś się tym przejął. Tak jak różne witaminy wzmacniają nasz organizm, tak konieczne jest by nasze słowa o Jezusie zostały wzmocnione przez dobry przykład. Dawanie dobrego przykładu jest o wiele trudniejsze niż wypowiadanie pięknych słów. Ale bez niego słowa nie mają mocy. Potrzebują świadectwa życia, które czasem nazywam też witaminą Ś – „Ś” jak świadectwo.
Jak działa witamina Ś? Na różne sposoby. Zanim jednak o nich opowiem, musimy najpierw założyć, że sam ministrant stara się lepiej poznać Jezusa, że spotyka się z nim regularnie na modlitwie, że poważnie traktuje swą służbę przy ołtarzu, że czyta Pismo Święte. Tylko w ten sposób może bardziej Go pokochać. Bez tego wszelkie mówienie o Jezusie jest pozbawione sensu.
Kiedy możemy dać świadectwo, że znamy i kochamy Jezusa? W wielu sytuacjach stajemy przed wyborem: co zrobić, jak postąpić? Warto wtedy postawić sobie pytanie: jak na moim miejscu zachowałby się Jezus? A wtedy, w tym konkretnym wypadku starać się postępować tak, jak On. Zobaczmy jak radził sobie z tym Karol.
Karol jest ministrantem od drugiej klasy szkoły podstawowej, w tej chwili chodzi już do gimnazjum. Nie ma kłopotów z nauką, ale do każdej lekcji musi się solidnie przygotować, kosztuje go to wiele czasu i pracy. Na sprawdzianie z matematyki, jego najlepszy kolega Tomek, cały blady, pyta szeptem: „Słuchaj, nie poradzę sobie z tym. Daj odpisać chociaż jedno zadanie, bo znowu dostanę lufę”. Karol zastanawia się, co na jego miejscu zrobiłby Pan Jezus. Z jednej strony chce pomóc koledze, z drugiej wie, że to nieuczciwe. Po chwili namysłu pozwala Tomkowi odpisać zadanie, ale jednocześnie szepcze: „Przyjdę dziś do ciebie popołudniu, pomogę ci, pouczymy się razem tej matmy”.
Następnego dnia po sprawdzianie Tomek przynosi do szkoły dużą czekoladę, żeby w ten sposób podziękować za pomoc w matematyce. Niestety Karol ulega łakomstwu i sam zjada całą tabliczkę. Później na stołówce nie ma apetytu. Zaczyna bawić się jedzeniem, obrzydza innym obiad i prawie pełny talerz wyrzuca do kosza. Wychowawczyni jest wściekła: „To tylu ludzi nie ma co jeść, a ty wyrzucasz jedzenie?! I to ministrant!” Karol z początku nie rozumie, o co ten hałas, ale potem przeprasza i obiecuje, że to się więcej nie powtórzy. „Rzeczywiście - myśli - to było niegodne ministranta. Nie dość, że byłem łakomy i sam zjadłem całą czekoladę, to jeszcze potem wyrzuciłem jedzenie. Jezus by tak nie postąpił...”
W najbliższy weekend cała klasa wybiera się na dwudniową wycieczkę. Wieczorem kilku kolegów wyciąga piwo. Częstują też Karola. „Nie chcę”. „Jeśli nie napijesz się z nami, nie mamy o czy gadać, maminsynku”. Karol znów nie wie, co ma zrobić: zależy mu na tych kumplach, ale obiecał też Jezusowi, że nie weźmie alkoholu do ust do osiemnastego roku życia. „Panie Jezu, co Ty byś zrobił na moim miejscu?” – modli się z duszy. Nagle w jego sercu pojawia się niezwykła odwaga: „Powiedziałem, że nie chcę. Jak macie ochotę zmarnować sobie życie, to proszę bardzo, ale beze mnie”. Niespodziewanie koledzy rezygnują. Dają mu spokój. W ich głosach słychać nawet pewien rodzaj szacunku, że Karol potrafił odmówić. „Panie Jezu, zwycięstwo! Dziękuję Ci”.
Karol jest też zapalonym piłkarzem. Jego parafia bierze udział w rozgrywkach ligi ministranckiej, a on jest podstawowym zawodnikiem swojego zespołu. Zawsze bardzo zależy mu wygranej. Któreś razu, w trakcie wyrównanego meczu, w ferworze walki, tuż przed końcowym gwizdkiem, Karolowi udaje się zdobyć zwycięską bramkę. Szkoda tylko, że w nieprzepisowy sposób: w czasie akcji faulował bramkarza rywali, czego jednak nie zauważył sędzia. Przeciwnicy głośno protestują. Karol wie, że mają rację, ale w czasie meczu zwykle zapomina o świecie. Zapomina też zapytać Jezusa, co zrobiłby na jego miejscu. Dopiero kiedy ochłonął, gdy z perspektywy kilku godzin analizuje całą sytuację, dociera do niego, że to zwycięstwo było nieuczciwe. Nic już jednak nie można zrobić, co najwyżej przeprosić rywali. I Jezusa. „Panie Jezu, zapomniałem o Tobie. Ta wygrana jest jak porażka. Przepraszam cię”.
Tak wiele jest okazji, by na co dzień, w różnych sytuacjach, dać świadectwo o Jezusie. Karolowi nie zawsze to się udaje, ale się stara. A Ty? Czy Twoje bycie ministrantem jest wzmacniane witaminą „Ś”?
Świadectwo o tym, że znamy i kochamy Jezusa, możemy dać w wielu sytuacjach, kiedy stajemy przed wyborem: co zrobić, jak postąpić? Warto wtedy zapytać: jak na moim miejscu zachowałby się Jezus? A wtedy, w tym konkretnym wypadku starać się postępować tak, jak On
Będę się starał w różnych sytuacjach pytać Jezusa, jak On zachowałby się na moim miejscu po to, by dawać o nim świadectwo.

